Kichi zapłakała.
-Ale jak to!?
-Są dorośli... muszą... - odpowiedziała jej mama ze łzami w oczach.
-To nie fair. - mruknęła Kichi.
Mama Kichi miała dobry słuch, więc ją usłyszała.
-Mów co chcesz, ja idą przekonać tatę, aby przestał się pakować i został.
-Jest tutaj? - zapytała zdziwiona Kichi.
-No a jak. - odpowiedziała jej mama wchodząc na pierwsze piętro. Kichi poszła za nią. Tata był w swoim gabinecie i kończył się pakować. Gabinet nie miał ścian z drewna, tylko wszystko, łącznie z meblami (biurko, stołek itp.), podłogą i sufitem było zrobione z bambusa. Gabinet miał jedno okno na suficie. Wszędzie powieszone były obrazy samurajów na koniach. Biurko stało pod ścianą, dokładnie naprzeciwko drzwi, tak, aby czławiek siedzący przy biurku, mógł patrzeć na drzwi. Łóżko stało po prawej stronie biurka, Kichi wiedziała, że jej ojciec trzyma pod poduszką nóż, na wypadek gdyby ktoś się włamał.
-Tato, zostań...